Misjonarz w nowym świecie, w którym przebywa zaledwie od tygodnia może czuć się trochę zagubiony i osamotniony. W stolicy Indonezji - Dżakarcie łatwo o taki szok kulturowy, gdy widzi się tak wiele nowych rzeczy w krótkim czasie. Wszyscy wokół mówią nowym, niezrozumiałym językiem, mają inny kolor skóry, na ulicy wciąż tłok i hałas, a z meczetów dochodzi kilka razy na dzień nawoływanie do modlitwy. Ponadto wysoka temperatura, wielka różnorodność jedzenia - od barów przy ulicy, po luksusowe restauracje w centrum miasta.

Z pomocą przychodzą jednak przyjaźni ludzie, którzy nie pozostawiają "białego misjonarza" samego. W ciągu zaledwie tygodnia byłem kilkakrotnie zaproszony, aby spożywać posiłek z parafianami i przyjaciółmi Misjonarzy Werbistów. W Dżakarcie bowiem jest wiele biedy, ale zarazem są ludzie bogaci, którzy chcą się dzielić swoim bogactwem. Czułem się wielokrotnie onieśmielony, gdy na przykład nie pozwolono mi zapłacić za dwie pary nowych sandałów ze swojego kieszonkowego. Byłem zapraszany do wyśmienitych restauracji przez nowych znajomych, których poznałem zaledwie kilka dni wcześniej. A wszystko odbywało się w niezwykle ciepłej i sympatycznej atmosferze. 

Przyczyną było zapewne również to, że wybieram się w dalszą podróż do oddalonego od stolicy miejsca na wyspie Flores. Z tej bowiem wyspy pochodzi wielu mieszkający i pracujących obecnie w stolicy ludzi. Oni tym bardziej czuli się ze mną związanie i dodawali otuchy, że wszystko ułoży się jak najlepiej. Dlatego już nawet poczułem smutek z tego powodu, iż mam opuścić tych niezwykle życzliwych ludzi, których dopiero co poznałem, a już stali mi się niezwykle bliscy. Proszą o kontakt i modlitwę. Już jestem przez nich zaproszony na kolejne spotkania, gdy tylko będę znowu w stolicy Indonezji - Dżakarcie. Miło mieć przyjaciół, którzy pojawiają się jak anioły i prowadzą za rękę po ulicach nowego świata, które przychodzi mi stopniowo poznawać. 

Mogłem już porozumiewać się i nawiązywać krótkie konwersacje w jezyku indonezyjskim. Widzę, że sprawia to wielką radość miejscowym, którzy słyszą jak dorosły obcokrajowiec uczy się ich języka i robi proste błędy językowe jak małe dziecko. No cóż uczymy się na błędach, ale w atmosferze przyjaźni zaraz się poprawiamy i widzimy postępy w nauce. Zatem pomimo drobnych trudności ze snem i pojawiającym się  zmęczeniem, mogę z pewnością przyznać, że łatwo przychodzi zakochać się w Indonezji z powodu otwartości i uśmiechu na twarzach mieszkańców tego odległego od Europy kraju. 

 

Przyjaźni Indonezyjczycy

21 listopada 2018

Zrobione w WebWave CMS

trzebuniak@werbista.pl

Google+

Facebook

Twitter

Linkedin

Modlitwa Zgromadzenia
Słowa Bożego

Przed światłością Słowa i Duchem łaski, niech ustąpią ciemności grzechu i noc niewiary. A Serce Jezusa niech żyje w sercach ludzi.

(Święty Arnold Janssen)